niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 4

Spotkanie


- Shhhh- uciszał mnie Simon - już spokojnie, powiedz mi co się stało!                                                            - No, bo ... - chciałam mu wszystko powiedzieć, ale nie dałam rady. Miałam siłę tylko na danie mu kartki- to ci wszystko wyjaśni.    
Sim zaczął czytać, a jego twarz stawała się coraz bardziej smutna. Gdy skończył znowu mnie przytulił, bo zrozumiał, że sprawa jest poważna. Gdy się uspokoiłam, usiedliśmy na schodach i zaczęłam mu opowiadać, tyle co wiedziałam.                                                                                                                                       -Czyli musimy zorganizować napad na ich bazę ?- w kilku słowach ujął mój półgodzinny wykład.                   -No tak, ale wtedy narażę was na śmierć! Może powinnam sama  ... - zaczęłam, ale Simon mi przerwał.      -Wchodzimy w to razem albo w ogóle - rzucił, ale wiedziałam, że nie mam wyboru.                                      -To dzwonimy do  Megan, Belli i reszty ?- zapytałam wyciągając telefon z kieszeni.                                      -Tak- również wyciągnął komórkę.
Powiedziałam o wszystkim najpierw Belli (przy okazji popłakałam się, a Simon mnie przytulił ), która w mniej więcej, kilka sekund była przed moim blokiem. Do Megan nie mogłam się dodzwonić, ponieważ najprawdopodobniej rozwaliła swój telefon. Chciałam poprosić Bellę, aby po nią poszła, bo mieszkała blisko niej, ale, że dziewczyna czyta w moich myślach, to po minucie były już obie obok mnie. Simon zadzwonił do Sama i Johna. Nie wyjawił im wszystkiego, bo John mógłby się załamać psychicznie.
Gdy już byliśmy razem, pokazaliśmy im kartkę. Simon stał za John'em, aby ten nie uciekł. Gdy skończyli czytać zaproponowałam, że omówimy sprawę  u mnie w domu. Wszyscy się zgodzili. Weszłam do domu i zaczęłam mamie tłumaczyć dlaczego nie jestem u Nati. Powiedziałam jej, że rodzice Li musieli wyjechać a ona ma się opiekować swoim bratem, więc nie pozwolili mnie zaprosić. Mama zrozumiała to i nie mała więcej pytań. Następnie wszyscy ( ja, Sim, Bell, Sam, Meg, John) weszliśmy do mojego pokoju. Usiedliśmy na dywanie i zaczęliśmy gadać. Każdy podał swoją propozycję i głosowaliśmy na mojej ściano- tablicy. Najwięcej głosów dostała propozycja moja i Simona, czyli napad na bazę. Niestety w związku z tym, że nie mamy dużo czasu, a przygotowań mnóstwo to ten plan był bardzo trudny do zrealizowania. Jednak był możliwy, bo będziemy razem, a jak jesteśmy razem to nic nas nie powstrzyma.
_________________________________________________________________________________
_________________________________________________________________________________
Przepraszam Was, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale miałam dużo obowiązków,  nie miałam czasu na pisanie. Jeśli będzie co najmniej pięć komentarzy, to postaram się jak najszybciej dodać następny post. Tak na marginesie, to nie koniec czwartego rozdziału. Piszcie czy, do tej pory, podoba się Wam.    

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 3

Było na niej napisane:
Jeżeli chcesz odzyskać swoją przyjaciółkę, zostaw za tą budką to, co do nas należy.  MASZ CZAS TYLKO DO JUTRZEJSZEGO WIECZORU!!!                                                                                                                                                                                     C B
Po odczytaniu napisu na kartce, długo zastanawiałam się, o co w tym wszystkim chodziło. Po pół godzinie przypomniało mi się, że mój brat miał związek z jakimś gangiem. Tylko zaraz, zaraz... jak oni się nazywali .... chyba nosili czerwone bandamy ... To wszystko zaczęło się jakoś razem składać, Po namyśle zadzwoniłam do mojego brata.
- Hej Bi- przywitał mnie.
- Hej Lucas - odpowiedziałam - słuchaj, jak się podpisywał ten gang, w którym byłeś ?
- Proszę cię Abster, nie przypominaj mi o tym...- poprosił błagalnym głosem. Nic dziwnego, w końcu to było najgorsze przeżycie w jego życiu.
- To dla mnie bardzo ważne. Proooooszę - błagałam go. W końcu od tego zależało życie mojej najlepszej przyjaciółki.
- No dobrze...- odpowiedział niechętnie - C B pisane wielkimi literami, a co ???
- Oni porwali moją przyjaciółkę!!! Tylko proszę, nie mieszaj się w to, ani nie angażuj nikogo- poprosiłam go. Następnie próbowałam wyciągnąć od niego jeszcze kilka informacji.
- Zabrałeś im coś kiedyś ?
-  Gdy odchodziłem, to nie oddałem swojego pistoletu i zabrałem takie urządzenie, które pokazuje im, czy
w pobliżu  jest nieprzyjaciel.
- Ok, dzięki. A czy mógłbyś mi go dać ?- zapytałam.
- Żebyś im to oddała ?- zapytał retorycznie - Nie!
- Jak mi wymyślisz lepszy sposób, żeby wydostać moją przyjaciółkę, bez narażania swojego życia, to będę skłonna go wykonać.
- Na przykład zrobisz napad na ich bazę...-powiedział ale nie dokończył, bo mu przerwałam.
- Czego nie zrozumiałeś w słowach: bez narażania swojego życia? -  zapytałam.
- Nie da się tego zrobić inaczej - uświadomił mi brat.
- Tylko,  jak ja ...- chciałam się o coś zapytać, lecz zrezygnowałam - dobra kończę . Pa!
Gdy to powiedziałam, rozłączyłam się, nie czekając nawet na odpowiedź. Nie wiedziałam co zrobić!!! Natłok myśli kręcił mi  w głowie i nie potrafiłam ich uporządkować. Moja przyjaciółka była w ogromnych kłopotach, a ja nie potrafiłam temu zaradzić. Jedynym sposobem na ocalenie Nati był napad na bazę C B, lecz do tego potrzebowałam ludzi, a nie chciałam nikogo narażać na śmierć. Nie przychodził mi żaden pomysł , który był możliwy do wykonania. Jedynym rozwiązaniem było zaprzątnięcie do pomocy moich przyjaciół. Po chwili zdecydowałam się zadzwonić do Simona.
- Hejka, przyjdziesz do mnie ?- zapytałam bez wstępów.
- Ok - odpowiedział równie szybko i bez żadnych pytań zdecydował się natychmiast wpaść do mnie.
Czekałam na niego w budce telefonicznej, bo zaczął padać deszcz. Zaczęłam płakać, bo moja wyobraźnia podsuwała mi obrazy biednej Nathalie, która leży bez życia a ja szlocham nad nią. W tej chwili do budki wszedł Simon, a ja padłam mu w ramiona i rozryczałam się na dobre. __________________________________________________________________________________
______________________________________________________________________________
No, w końcu napisałam trzeci rozdział !!!! Liczę komentarze. Dla Was to tylko chwila, a dla mnie ogromna motywacja, do pisania następnych rozdziałów. Z góry dziękuję ;-)
                       5 kom. = następny rozdział

niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 2



                        

Rozdarte serce

-Podoba Ci się Simon? – zapytała Megan a ja  usiadłam na kanapę, bo straciłam siłę w nogach.              
 - Nno tak... – odpowiedziałam z drżeniem w głosie.                                                                                     - Nie mam nic do tego, ale mogłaś nam powiedzieć! – powiedziała z lekkim wyrzutem.(Tak, na pewno! Przecież jej też się podoba).                                                                                                     – -Przepraszam… no ale bałam się waszej reakcji – odpowiedziałam szczerze. – O choroba !!! Już 20.00, a na 20:10 mam być w studiu nagraniowym!                                                                          
 Dziewczyny od razu wstały z kanapy i pobiegłyśmy na nagrania.                                                      ***                                                                                                                                                         - -Nie, nie, nie!! – krzyknął na mnie reżyser (chyba po raz dziesiąty)- co się dzisiaj z tobą dzieje Jons!!! Naprawdę tak trudno się zgrać z partnerem?!!                                                                
 - Dzisiaj mam gorszy dzień – usprawiedliwiałam się.                                                                               Tak naprawdę chodziło o to, że ten chłopak, który ze mną nagrywał był śliczny !!!  Miał brązowe włosy
i zielone oczy. Mimo wszystko nie chciałam się z nim zgrać, bo cały czas czułam to coś do Simona… Mimo wszystko nie mogłam od niego oderwać oczu. W mojej głowie był zamęt a serce biło jak szalone.               -. Jeszcze raz. Ostatnia próba- z zamyślenia wyrwał mnie głos reżysera.- Iiiii … akcja!                      Zaczęłam śpiewać, lecz opóźniałam strasznie, a reżyser zaraz krzyknął i zaczął lamentować.             
 - Jak ja mam pracować z takimi ludźmi !!!Przecież was się uważa za profesjonalistów, a mnie się wydaje, że jestem tutaj z pięciolatkami! Na dzisiaj koniec. Przyjdźcie jutro o 16.00. Radzę abyś się ogarnęła Abby, bo jak nie, to cię wywalę !! Zrozumiano ???                                                 
   - Tak – odpowiedziałam i wyszłam ze studia.                                                                                              W kawiarni obok, czekały na mnie moje przyjaciółki. Kupiłyśmy sobie po gałce lodów śmietankowych
i truskawkowych. Poszłyśmy do pobliskiego parku. Zanim doszłyśmy, każda z nas miała na sobie różowe
i białe ślady po lodach. Szłyśmy i rozmawiałyśmy o głupotach, gdy nagle przed nami pojawił się mój dom. Pożegnałyśmy się i już miałam iść, gdy nagle Nathalie pociągnęła mnie za rękę i zapytała:
- Chcesz dziś do mnie przyjść na noc?
- Pewnie!! Tylko wezmę rzeczy i przyjdę!- odpowiedziałam i machając dziewczynom na pożegnanie pobiegłam do klatki schodowej i szybko wbiegłam na pierwsze piętro.
- Hej Ab! - powitała mnie moja czteroletnia siostra.
- Hej malutka - odpowiedziałam i pogłaskałam Melody po jej  jasnej czuprynce.
- Co dzisiaj się działo? - zapytała moja mama, a ja ją przytuliłam.
- A nic specjalnego. Lara się ze mnie śmiała, ale moi najlepsi przyjaciele ją spławili. Na dubbingu byłam rozkojarzona i reżyser był załamany. 
- Czyli normalnie?- zapytała mama.
- Tak - odpowiedziałam i rzuciłam wzrokiem po pokoju.- Mogę iść do Nat na noc? 
- Oczywiście- odpowiedziała moja mama, która jest najlepsza na świecie.

Weszłam do pokoju, wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam do przedpokoju, w którym złapała mnie Melody.
- Pa pa, szkrabie- pożegnałam moją śliczną i małą siostrzyczkę. - Do jutra!
- Pa pa - odpowiedziała ze smutkiem. 
Wyszłam z bloku, lecz ku mojemu zdziwieniu, nikt tam na mnie nie czekał. 
- Przecież byłam tylko chwilę, gdzie ona się podziała!!! - zastanawiałam się.
Nagle zobaczyłam na ziemi kartkę.