środa, 26 lutego 2014

Rozdzial 4 C.D.

- No więc tak - z zamyślenia wyrwał mnie głos dotąd milczącego Johna - Czy ja mogę wreszcie się dowiedzieć o co dokładnie chodzi ? Miał rację. Przyszedł czas aby uświadomić im na co się piszą. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam opowiadać: - CB to bardzo groźny gang. Członkami są ludzie od 15 do 19 lat. Szefem jest 20 letni Dylan. Każdy kto należy do gangu jest genialnie przeszkolony w strzelaniu. Nie zdarza im się pudłować. Zabijają bez litości( No co prawda tylko gdy są zmuszeni ). W sumie jest tam 6 osób. Do bazy przychodzą na zmianę: w pon. cztery we wtorek wszyscy na naradę przed akcją, w środę mają akcję, w czwartek trzy, w piątek cztery, w sobotę trzy i w niedzielę wszyscy. Szef mieszka w bazie.- ciągle mówiąc wstałam, podeszłam do drzwi i otworzyłam je nagle - Ej. Melody ! Mówiłam Ci, że to nie ładnie podsłuchiwać! - Ale ja...- chciała się wytłumaczyć i zrobiła słodką minkę - Nie ma ,,ale". Zmykaj do pokoju albo Ci pomogę - powiedziałam, podniosłam siostrę i położyłam na jej łóżku. - jak jeszcze raz Cię tam zobaczę to zobaczysz - powiedziałam z uśmiechem i poszłam do pokoju zamykając za sobą drzwi
. *Oczami Nathalie*
 Gdzie ja jestem ? - zadałam sobie pytanie w głowie Ał ! Syknęłam z bólu. Próbowałam się ruszyć ale było to niemożliwe gdyż ponieważ byłam ściśnięta jak ogórki konserwowe w słoiku. Ręce miałam związane jakimś sznureczkiem, który strasznie mnie uciskał. Usta miałam również nie zdolne do mówienia bo zostały zakneblowane. Ile będziemy jechać i co się ze mną właściwie stało ?- te pytania ciągle krążyły mi po glowie. Po ok 15 min stanęliśmy. Bagażnik został otworzony a ja wyrzucona na ziemie. Jednak po chwili ktoś podniósł mnie za koszulę . Spojrzałam przed siebie. Stał tam w miarę wysoki facet. Na oko ok. 20 lat.
</ 
 - No więc ty jesteś ta Nathalie, najlepsza przyjaciółka Abby Jones, siostry Lucasa Jonsa- mówił ze spokojem chodząc dookoła mnie. Zaczęłam coś pojmować. Abby lub jej brat musieli się w coś wkopać a ja byłam zakładnikiem,ktory zostanie stracony. Moje losy nie zapowiadały się najlepiej. - No gadaj !!!- usłyszałam krzyk koło ucha. Nagle poczułam mocne uderzenie w kolana
Mmmm !!!- krzyknęłam jednak nic nie zrozumieli bo miałam ,,knebel". Jak moje usta były zdolne do mówienia to pisnęłam  - ja o niczym nie wiem ! 
 Niestety to nic nie dało. Chwilę później poczułam jak ręka z czerwona bandamką podnosi mnie za bluzkę. Nie miałam siły już stać. Kolano strasznie mnie bolało. Nagle poczułam, że zostałam popchnięta. Runęłam z hukiem na ziemię. Cztery osoby zaczęły mnie pchać przed siebie. Z ogromnym trudem wstałam i szłam tam gdzie mnie prowadzili. Naglę popchnęli mnie i zamknęli drzwi od pokoju w którym się znajdowałam. 
- Poczekasz tu aż twoja przyjaciółka zrobi co jej każemy. Jak się wywinie to będzie twój koniec - usłyszałam głos tego który pierwszy coś powiedział. Po jego słowach z trudem doczołgałam się do łóżka które był w kącie pokoju. Wdrapałam się na nie. Następnie schowałam głowę w rękach i rozpłakałam. Możliwe, że niedługo mnie zabiją. Jedynym ratunkiem jest pomoc Abby na którą zawsze mogłam liczyć. Mam nadzieję, że teraz też mnie nie zostawi. ___________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________ No i po długim czasie udało mi się znaleźć chwilę na napisanie dalszej części. Przepraszam Wa jednak, że tak długo nie dodawałam ale rozumiecie. Wyjazd, brak czasu itp. Jednak dziękuję, że cały czas wchodzicie na mojego bloga. Myślę, że teraz z rozdziałem będzie jeszcze gorzej bo będę się przygotowywać do ogromnie ważnego testu. Jednak zrobię wszystko by napisać jak najszybciej. Pozdrawiam Was Love Ada :D